kobiety przytulają drzewa

Kobiety na końcu świata – vol. 1

Zaczyna się piękna złota jesień. Popijam kawę. Spoglądam na Pastela, który śpi otulony w naszej pościeli. Dawno mnie tutaj nie było, ale muszę się z Wami podzielić tym, co wydarzyło się w ciągu tych czterech dni. Póki emocje jeszcze gorące. Póki jasno widzę przed oczami śmiejącą się Asię witającą nas w dniu naszego zabawowego wieczoru, Karolinę ze łzami w oczach w dzień ostatni, Anię robiącą szpagat, tajemniczą dziewczynę lasu Natalię, przepiękne przyjaciółki Dorotę i Beatę, blondynkę o uspokajającym mnie głosie z plamką na oku, Dominikę opowiadającą o tym jak wybierała lakierki w galerii handlowej, Panią Weterynarz o wielowymiarowym spojrzeniu, Olgę z dużymi, pięknymi oczami opowiadającą o tym jak ważną rolę odgrywają buty do biegania, moją współlokatorkę o ognistym temperamencie, głodną Kasię o oczach w kształcie migdałów, posiadaczkę konia marzącą o zamieszkaniu z nim w Radkowie, miłośniczkę psów i dzikich zwierząt próbującą połączenia orzechówki z mlekiem, niezwykle dojrzałą Adę o pięknych, długich palcach u dłoni, pasjonatkę zajęczaków Martę oraz… MOJĄ Agę i nasz wspólny spacer!

Dla tych nie wiedzących, uczestniczyłam w zlocie kobiet, organizowanym przez Asię mającą w życiu nie jedną pasję, prowadzącą bloga Bieganizm – o bieganiu po górach i kuchni roślinnej. Zlot odbył się w Radkowie, w Górach Stołowych w dniach 2-5 październik. Nie znałam osobiście żadnej z dziewczyn, ale od marca, gdy tylko zapisałam się na te wydarzenie, czułam że to będzie coś niesamowitego. Coś co trudno będzie mi opisać słowami. Asię obserwowałam i czytałam już od naprawdę długiego czasu. I tak jak nie śledzę żadnych blogerek, czy fanpege’ów, tak Asia miała/ma w sobie coś, co mnie zaczarowało. Przede wszystkim potrafiła/potrafi przekazać emocje fotografiami, ukazującymi piękno gór, jej samej i jedzenia. Sprawia, że czuję się obecna w danym momencie. Że czuję zapach przygotowywanego jedzenia, lasu, grzybów, atmosferę zawodów… To co tworzy jest rzeczywiste i prawdziwe. Autentyczność i naturalność – tymi dwoma słowami mogłabym opisać to, co przekonało mnie do Asi i to, co dało mi przeświadczenie, że kiedyś na pewno ją poznam. I poznałam… Prócz jej ciepła dostałam w pakiecie 17 innych, wspaniałych kobiet. Każda różna. Niepowtarzalna. Różnie niepowtarzalna.

Jak spędzałyśmy czas na Zlocie Kobiet – Kobiety na krańcu świata? Na rozmowach (również tych trudnych), na pieszych wędrówkach, na tańcach, na tworzeniu obrazu, na wygrzewaniu się przy kominku, na czytaniu książek, na gotowaniu, jedzeniu. Które chwile wspominam z największym wzruszeniem? Nasz ostatni wieczór, w którym podziwiałyśmy się wzajemnie. Bo czy ktoś widział wcześniej osiemnaście kobiet siedzących przy jednym stole i tańczących razem, robiących zdjęcia? Te emocje wydają się nie do opisania. Byłyśmy piękne. Wszystkie. I każda z osobna. To piękno tego wieczoru było TAKIE wyraziste. Żadna z nas nie znalazła się tam przez przypadek.
Uwielbiam wspominać poranny spacer z Agą, z którą połączyło mnie coś bliżej nieopisanego. Bo niby się kojarzymy, a jednak nie znamy. Ostatniego poranka zeszłyśmy niemalże w tym samym momencie na dół i powędrowałyśmy do samotnej lipy. Chłonęłyśmy powietrze. Jego zapach. Smak. Ta mgła. I szron. I wschodzące słońce.
Trudno nie wspomnieć o Karolinie, której nie tylko aparat, ale przede wszystkim emocje były wszędzie. Czułam jej zachwyt, gdy robiła kolejną i kolejną fotografię.
I obraz wokół którego chodziłam i który wciąż wydawał mi się niepełny. Ciągle i ciągle brakowało mi tam ciepła, i symbolu kobiety. I w końcu go dopełniłyśmy. Wyszedł doskonale.
I tak jak zwykle mówi się o niedoskonałości, o tym że zawsze mogło wyjść coś lepiej, tak ten wyjazd i czas był w pełni doskonały.
Niesamowite jedzenie. Śmiechy. Chichy. Kocham kobiety. Podziwiam je. Tym pełniej po tym wyjeździe. Wciąż jestem pełna emocji, dlatego ten wpis również jest niepoukładany. Chaotyczny. Ale prawdziwy… Każda z nas była sobą. Słucham utworu Fly Ludvico Enaudi i łzy napływają mi do oczu. Wzruszam się. I czuję szczęście. Kobiety, dzięki Wam, wiem że mogę więcej. Dziękuję. Wszystkim razem. I każdej z osobna. Pastel wstał. Idę biegiem witać Opole.

Fot. Karolina Krawczyk