zachód słońca w varadero

Podróż na Kubę 2017 cz. 2 Varadero

Podróż na Kubę. Na własną rękę.

17-19 luty 2017 r.
Varadero

 

W casie przywitała nas miła, starsza Pani. Zaprowadziła nas do pokoju. Mogliśmy korzystać z całego piętra, które obejmowało dużą kuchnię, balkon i łazienkę. Pokój miał bardzo niski standard. W prawdzie łazienka była czysta, ale raz na jakiś czas kafelkami przechadzał się to ten, to inny robaczek. Zszokował nas brak szyb w oknach. W otworach zamontowane były metalowe żaluzje. Ich budowa i stała konstrukcja uniemożliwiała otwieranie (podciąganie i opuszczanie), a dawała jedynie okazję do ręcznego ustawienia stopnia przenikania światła do zewnątrz. Umyliśmy się w chłodnej wodzie i zasnęliśmy.

pokój w varadero

Śniadania na Kubie

Powitało nas wilgotne powietrze. Dzień wcześniej zamówiliśmy śniadanie. Podano nam jajecznicę, sok ze świeżego ananasa, kawę, termos z ciepłym mlekiem, zestaw pokrojonych owoców (guava, mango, ananas, pomarańcze) oraz suche jak wiór pieczywo. Zawsze dodawano plasterek lub dwa szynki konserwowej, której nie dało się przełknąć. Śniadania w pozostałych miejscach były powtarzalne. Czasem jajecznicę zastępowano omletem, a na stole pojawiało się świeże pieczywo. W ostatnich dniach nie mogłam już patrzeć na „jajowe” posiłki. Sokami byliśmy zachwyceni, szczególnie ananasowymi. Proszkowa kawa smakowała paskudnie. Średnia cena śniadania wynosiła 5 CUC od osoby. Widok z balkonu nie zachwycał. Kawał trawnika i główna droga. Było ciepło i wilgotno, ale dosyć pochmurnie. Mogliśmy przynajmniej pooglądać stare, stylowe samochody!

kubańskie śniadanie

Osiedle Carbonera i Playa Coral

Po śniadaniu postanowiliśmy przejść się po okolicy, ponieważ do centrum mieliśmy 13 km, a chcieliśmy złapać trochę oddechu po podróży i zmianie czasu. Planowaliśmy udać się nad morze na plażę Coral. Po drodze przyglądaliśmy się kubańskim mieszkaniom. Domy w Carbonerze przypominały raczej duże altany z dachem niż miejsca codziennego pobytu, do których my, Polacy, jesteśmy przyzwyczajeni. Po uliczkach przechadzało się wiele bezpańskich psów. Nie były jednak agresywne, a raczej wygłodzone i potulne. Kury to kolejne zwierzęta, które kręciły się po kubańskim osiedlu. Życie tutaj musiało być trudne, ze względu na biedę. Czułam jednak wewnętrzny spokój…

osiedle domków na Kubie

Otoczenie nie chwytało za serce. Plaża również. Rozłożyliśmy ręczniki. Nie zdążyło minąć parę minut i podszedł do nas wygadany właściciel baru. Zaproponował pina coladę w wydrążonym kokosie. Skorzystaliśmy z oferty i już po chwili sączyliśmy drinki, które smakowały fenomenalnie. W niczym nie przypominały napoi serwowanych w polskich barach.
Varadero słynie z malowniczych i białych plaż. Plaża w Carbonerze nie należała jednak do tej grupy. Piasek był gruboziarnisty, zejście kamieniste, a woda miała kolor ciemnoniebieski. Mieliśmy maskę do nurkowania, ale niestety nie zauważyliśmy żadnych, godnych uwagi stworzonek morskich.

playa coral na kubie na osiedlu carbonera

Tradycyjne kubańskie jedzenie

Tego samego dnia postanowiliśmy udać się do centrum Varadero na obiadokolację, ponieważ w naszej okolicy nie znaleźliśmy żadnego punktu gastronomicznego. Zapytaliśmy właścicielkę casy o połączenie autobusowe, ale niestety nie potrafiliśmy się porozumieć. My nie znaliśmy hiszpańskiego, Pani angielskiego. Postanowiliśmy złapać autostop. Przed podróżą czytaliśmy, że Kubańczycy chętnie podwożą turystów. Po trzech minutach zatrzymała się taksówka. Zrobiliśmy błąd, gdyż powinniśmy zbić cenę, a nie płacić 20 CUC za przejazd 13-14 km. Po dotarciu znaleźliśmy restaurację, w której ceny wydawały się przyzwoite. Za kurczaka z ryżem i fasolą, pieczonymi bananami oraz sałatką zapłaciliśmy koło 4,5 CUC.
Biały ryż z czarną fasolą oraz smażone plátanos są standardowymi, kubańskimi dodatkami do dań. Po powrocie nie mogłam patrzeć na produkt, stanowiący wyżywienie dla 1/3 ludności świata. Dlatego gdy mama powiedziała mi przez telefon, że na nasz powrót szykuje risotto, postanowiłam działać. Ostatecznie wybłagałam ziemniaki i schabowy z kiszoną kapustą.

obiad na Kubie

Sklepy na Kubie

Spacerując po mieście, znaleźliśmy sklep. To był dla nas szok! Długie półki sklepowe i kilkanaście typów produktów w ogromnej ilości – to całe wyposażenie marketu. Na górnym regale, mającym blisko sześć metrów znajdowało się mleko w proszku dla dzieci. Dodatkowo istniała możliwość kupna m.in. makaronu, sosu pomidorowego, kruchych ciastek, paskudnych w smaku chrupek, wody. Nie brakowało jedynie alkoholu w dobrej cenie. Nie było mowy o pieczywie, maśle czy owocach. Skusiłam się na makaron (4 CUC!) i sos pomidorowy, by przyrządzić kolację. Potem żałowałam, ponieważ makaron gotował się ponad godzinę, za co winę ponosił słaby dopływ gazu oraz zużyty garnek.
Każdy kolejny sklep w innej miejscowości wyglądał podobnie. Czasem znajdowaliśmy słoiki z hiszpańskimi ogórkami, cebulą i papryką w pikantno-octowej zalewie, czy Lay’sy. Planując podróż na Kubę, polecam zaopatrzyć się w suche batoniki i przekąski. Występowanie punktów restauracyjno-gastronomicznych dla turystów nie jest równoznaczne z występowaniem sklepów. Szkoda, że rum nie zaspokaja głodu…

Kubańskie środki komunikacji

Następnego dnia planowaliśmy wyjechać z Varadero do Havany. Dosyć szybko, ale wiedzieliśmy, że ostatnie trzy dni spędzimy w miejscowości słynącej z rajskich plaż. Zamierzaliśmy kupić bilety na Viazula. Jest to najbardziej popularna linia autobusów oraz jednocześnie najtańsza forma transportu, mająca swoje przystanki w kilkunastu miejscach na Kubie. Istnieje możliwość wcześniejszej internetowej rezerwacji. Niestety nie zarezerwowaliśmy wcześniej przejazdów, co okazało się dużym błędem. W punkcie Viazula poinformowano nas, że na najbliższe parę dni nie ma żadnych wolnych biletów, do żadnej miejscowości, do której chcieliśmy się dostać.
Widzieliśmy, że po Varadero poruszają się również autobusy linii Transbus i jest ich znacznie więcej niż Viazuli. Próbowaliśmy dowiedzieć się, gdzie możemy kupić bilety. Jeden z kierowców powiedział, że mamy udać się do hotelu i zapytać obsługę. Niestety w hotelu nie udzielono nam żadnej konkretnej odpowiedzi. Kolejnym krokiem (przecież nie chcieliśmy tutaj utknąć!) było odwiedzenie biura podróży Cubatur. Okazało się, że to właśnie tutaj można nabyć bilety na przejazd Transbusem. Ucieszyliśmy się, lecz gdy przemiła Pani oświadczyła nam, że wszystkie bilety zostały wyprzedane, emocje radości opadły.
W biurze znalazły się również dwie Francuzki. Wyglądały na przygnębione. W oczekiwaniu na swoją kolej usłyszeliśmy, że bardzo zależy im, by następnego dnia wyruszyć do Viñales. Po półgodzinnej dyskusji zdecydowaliśmy się pojechać razem z naszymi europejskimi „przyjaciółkami” do centrum historycznego regionu uprawy tytoniu. W znalezieniu taksówki pomogła nam Pani z biura podróży.
Wybraliśmy formę transportu zwaną taxi colectivo. Jest to najmniej opłacalna opcja na długie dystanse. Kwota 55 CUC za osobę to prawie trzykrotnie więcej niż płacilibyśmy za Viazula. Taxi colectivo polega na podróżowaniu „pełnym” samochodem. Przykładowo, dwoje turystów chce pojechać na plażę. Taksówkarze  szukają “na ulicy” brakujących osób, które chcą odwiedzić to samo miejsce. To bardzo atrakcyjna opcja na krótsze trasy. Pełny samochód oznacza niższą cenę.