budynki w hawanie

Podróż na Kubę 2017 cz. 4 Havana

Podróż na Kubę. Na własną rękę.

22-25 luty 2017 r.
Havana

 

Prawdziwie kubański autobus!

Następnie planowaliśmy wybrać się do stolicy. W biurze podróży udało nam się kupić bilety na Viazula. Przejazd minął szybko i sprawnie. Mogłabym narzekać jedynie na klimatyzację. Gdy kierowca włączał ją, robiło się bardzo zimno, gdy wyłączał, umieraliśmy z gorąca. Przejazdy między miejscowościami nie męczyły nas tak bardzo jak mogłoby się wydawać, gdyż większość czasu spaliśmy. Po czterech godzinach drogi dotarliśmy na miejsce. Przystanek autobusowy był nieco oddalony od centrum, a przejazd taksówką wynosił aż 20 CUC. Jeden z podróżnych siedzących na dworcu zdradził nam, że ceny za przejazdy są mocno zawyżone.
Poradził, żebyśmy wsiedli do miejskiego autobusu oraz podał konkretny numer. Czekaliśmy koło 20 minut, ale autobus się nie zjawiał. Byliśmy już nieco zrezygnowali i skorzy do wzięcia taksówki, ale w oddali zauważyliśmy zbliżający się miejski pojazd z “naszym” numerem. To było ciekawe, ale dosyć stresujące doświadczenie. Słowak powiedział, że z przodu znajduje się skarbonka, do której należy wrzucić jakikolwiek datek. Kierowca krzyczał na nas, sugerując, że powinniśmy wsiąść środkowymi drzwiami. Autobus był przepełniony, a my “władowaliśmy się” do niego z ogromnym bagażem. Staliśmy przy drzwiach, które ledwo się zamykały, a Marcina prawie przytrzasnęły. Kierujący pojazdem nie zwracał uwagi na to, czy wszyscy już wsiedli. Autentycznie baliśmy się, że wypadniemy. W dodatku kubańscy pasażerowie doradzali przeniesienie się na tył pojazdu, nie robiąc nic, by nam w tym pomóc. Ostatecznie znalazłam się przy oknie, a Marcin wylądował w zupełnie innej części. Jeden z jadących Kubańczyków wyraził chęć rozmowy ze mną. W prawdzie nie był natarczywy, ale zmęczona podróżą i nieswoją atmosferą panującą w autobusie, nie miałam ochoty na pogawędki.

Poszukiwanie casy

Wielu pasażerów patrzyło na nas jak na osoby z innej planety. W dodatku nie wiedzieliśmy, na jakim przystanku mamy wysiąść. Spontanicznie podjęliśmy decyzję o wyjściu. Drzwi już zaczęły się zamykać. Marcin ledwie wyskoczył. Uff… No i co teraz? Spojrzeliśmy na mapę i zaczęliśmy kierować się w stronę Malecónu. Przez pierwsze dwa kilometry nie widzieliśmy żadnej casy.
W końcu dotarliśmy do miejsca, w którym co jakiś czas można było zobaczyć niebieską tabliczkę z napisem: „Arrendador Divisa”. Niebieskie lub rzadziej zielone znaki oznaczają, że stancja jest zalegalizowana i podlega kontroli kubańskim służbom. Właściciele są zobowiązani prowadzić listę wynajmujących, dlatego pierwszym krokiem jest spisanie numerów paszportów. Warto tego pilnować!
Udało nam się znaleźć stancję, oddaloną o około pół kilometra od Malecónu.

pokój w havanie

Znajdowała się na piętrze, a balkon, na którym wieczorami sączyliśmy rum z colą, wychodził na plac stanowiący przestrzeń publiczną. To tam mieszkańcy odpoczywali, a dzieci grały w piłkę nożną. Mój mąż z racji tego, że od dziecka trenuje piłkę nożną postanowił pójść “pokopać” z chłopakami. Przyjęli go chętnie, choć jeden spryciarz podkreślił, że Marcin może z nimi pograć, ale… najpierw musi oddać swoje buty. Inny nastolatek odciągnął kombinatora, prosząc, by przestał.
Po drugiej stronie ulicy zlokalizowany był sklep o przyzwoitym wyposażeniu. Porozmawialiśmy chwilę z właścicielami i próbowaliśmy dowiedzieć się, gdzie znajduje się cadeca. Zrozumieliśmy, że nie ma sensu pytać Kubańczyków o trasę, ponieważ bardzo słabo posługują się mapą, o czym przekonaliśmy się niejednokrotnie. Dodatkowo mają nie najlepszą orientację w terenie. Wynajmująca poprosiła, żebyśmy dali jej godzinę czasu na posprzątanie pokoju. Postanowiliśmy pójść coś zjeść, a następnie kierować się w stronę nadmorskiej promenady.

Malecón

Hawana nie skradła naszych serc od razu. Przyzwyczajeni do obrazu miast europejskich, czystych i zadbanych, nie potrafiliśmy odnaleźć się w mieście pełnym kontrastów. Wzdłuż Malecónu, stało wiele opuszczonych budynków. W oddali na cyplu można było zauważyć monumentalny fort Castillo de San Salvador de la Punta.
Usiedliśmy na murku oddzielającym promenadę od morza i podziwialiśmy fale uderzające o kamienie. Niestety na brzegu leżało mnóstwo śmieci. Aż strach pomyśleć, ile nieczystości pływa w morzu. Zamykając oczy, rozkoszowaliśmy się bryzą.

Muzeum Rewolucji

Wynajęliśmy mieszkanie na ulicy San Francisco w dzielnicy Vedado, które znajduje się około kilometra od Maleconu i około trzech od centrum. Myślę, że wybierając się tutaj po raz drugi zdecydowalibyśmy się wynająć casę bliżej śródmieścia. Mam pewien niedosyt związany z Hawaną i myślę, że w stolicy śmiało mogliśmy zostać jeden dzień dłużej.
Nie planowaliśmy zwiedzać muzeów z racji tego, że oboje nie przepadamy za taką formą poznawania nowych miejsc. Po wskazówkach właścicieli naszej casy, daliśmy się przekonać i  zdecydowaliśmy udać się do Muzeum Rewolucji, które zlokalizowane jest w dawnym Pałacu Prezydenckim, w którym urzędowali wszyscy przedrewolucyjni kubańscy prezydenci. Wstęp kosztował 10 CUC i naprawdę chciałabym napisać, że ekspozycje mi się podobały, że było “och!” i “ach”, ale… Nie potrafię. Nawet wystawa plenerowa, na której stały pojazdy i czołgi związane z przewrotem, mnie nie ujęła. To nie znaczy, że nie polecam tego miejsca. Jak najbardziej – dla osób interesujących się i lubiących się z  historią. Ja niejednokrotnie próbowałam dawać jej szanse, ale moja głowa ma włączony przycisk “stop”… nie wiąże wydarzeń i dat.

muzeum rewolucji

Prawdziwa Hawana

Przyznam, że dużo bardziej od turystycznej części Hawany, pragnęłam zobaczyć prawdziwe życie. To niesamowite, że dwa kroki od bogato zdobionego budynku Archikatedry Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, znajdują się wielopiętrowe, brudne i wymagające generalnego remontu bądź wyburzenia budynki, stanowiące domy dla znacznej części mieszkańców Hawany. Nie minął kwadrans a zdążyliśmy się zgubić. Warto podkreślić, że Marcin ma świetną orientację w terenie. Dodatkowo byliśmy wyposażeni w mapę, na której nie były opisane wszystkie ulice. Szachownicowy układ dróg sprzyjał błądzeniu. Po kilkunastominutowej wędrówce zdążyliśmy się poczuć nieswojo. Zniknęli turyści. Większość budynków było w bardzo złym stanie, nie nadającym się do zamieszkania. Co kilkaset metrów mijaliśmy przydrożnych “sprzedawczyków”. Uliczki były wąskie i wiele z nich wymagało nowej nawierzchni. To przerażające, że ludzie muszą żyć i funkcjonować w takim otoczeniu. Pełni radości odnaleźliśmy się po około godzinie.

bieda na ulicach habany

kolorowe budynki w hawanie

bieda na hawanie

uliczki hawany

bieda na ulicach kuby

kolorowe budynki na hawanie

Kabrioletem po Hawanie

Kolejną atrakcją, którą sobie zafundowaliśmy był przejazd kabrioletem. W okolicach kapitolu mnóstwo kierowców oferowało możliwości przejazdu. Prowadzący mieli mapę z zaznaczoną trasą. Jazda trwała koło 40 minut. Nasz kierowca nie opowiadał zbyt wiele. Wskazywał i nazywał jedynie najważniejsze miejsca. Chwilę dłużej zatrzymaliśmy się na Placu Rewolucji, na którym w ciągu roku organizowane są różne imprezy i uroczystości. Powierzchnia placu jest imponująca. Wynosi 72 tysiące metrów kwadratowych. Wieża w kształcie gwiazdy o wysokości ponad 112 metrów i stojący u jej stóp pomnik przywódcy ruchu narodowego – José Martí – to kolejny składnik placu przykuwający uwagę. Przejechaliśmy również przez najpóźniej powstałą i jednocześnie najbogatszą dzielnicę Hawany, zwaną Miramar. To tutaj zlokalizowano większość ambasad i hoteli. Kontrast między dzielnicą willową, a centrum miasta był ogromny i nieco przerażający.

przejażdżka kabrioletem

Wyjątkowe zjawisko

Jeden z dni w Hawanie wspominam wyjątkowo, ze względu na fale, które zalewały chodnik i drogę Malecónu. Wznosiły się na kilka metrów, a następnie opadały na przejeżdżające samochody. Cieszę się, że udało nam się trafić na pogodę umożliwiającą obserwację piętrzącej się wody. Dla turystów widowisko stanowiło niemałą atrakcję.

piętrzące się fale

Podsumowując, Hawanę określiłabym miastem chaosu i sprzeczności. Pamiętam jedynie turystów, hałas, tłok, mieszaninę bogactwa i biedy.  Nie potrafiłam poczuć klimatu stolicy, ze względu na wielość obrazów, zmieniających się w krótkim czasie.