muzycy na kubie

Podróż na Kubę 2017 cz. 5 Trinidad

Podróż na Kubę. Na własną rękę.

25-28 luty 2017 r.
Trinidad

 

Ostatnią miejscowością, jaką chcieliśmy odwiedzić przed powrotem do Varadero, był Trinidad. Przyznam, że przygotowując się do opisywania naszej podróży, byłam przekonana, że Trinidad jest niewielką, lecz szalenie klimatyczną miejscowością. To drugie okazało się prawdą, jednak miasto zamieszkuje około 73 tysięcy osób, a to wcale nie tak niewiele…
Bilety kupiliśmy parę dni wcześniej w biurze podróży. Zdecydowaliśmy się na przejazd Transbusem, który miał wyruszyć spod jednego z hoteli. Oczekiwanie na podróż okazało się dosyć stresujące. Co parę minut podjeżdżał jakiś autobus, ale na żadnym z nich nie widzieliśmy tabliczki “Hawana-Trinidad”. Ochroniarze uspokajali nas i podkreślali, że poinformują nas, gdy tylko przyjedzie pojazd, jednak wyczuliśmy, że Panowie nie wykazują większego zainteresowania naszym kursem, dlatego pozostawaliśmy czujni. Co jakiś czas podchodziliśmy i pytaliśmy kierowców, czy aby na pewno nie zmierzają w stronę Trinidadu. Czekaliśmy, czekaliśmy i… czekaliśmy. Minęło 1,5 godziny. Zaczęliśmy wątpić, że wyjedziemy tego dnia z Hawany. W końcu podjechał autobus, z którego wysiadła Kubanka z logo Cubanacan. Znalazła nas na liście pasażerów i przeprosiła za opóźnienie. Uff. Kamień z serca.

Najlepsza casa w mieście!

Widząc wąskie, kamienne dróżki, od razu zorientowaliśmy się, że wjeżdżamy do miasta. W jednej z najstarszych osad na Kubie przywitało nas pełne słońce.

kamienne drogi w trinidadzie

Wyjście z autobusu stanowiło niemały problem, ponieważ natrętni wynajmujący, nacierali na nas z ofertami noclegu. Już chciałam się ugiąć pod jedną z propozycji, ale Marcin stanowczo odmówił. Wiedział, że “polując samotnie” na miejsce noclegowe znajdziemy dopasowany do naszych preferencji pokój.
Niestety w domach, do których “uderzaliśmy”, brakowało już miejsc. Postanowiliśmy udać się do jednej z cas polecanych w przewodniku Loney Planet. Przyjęła nas młodziutka, śliczna blondynka. W przedpokoju wisiało mnóstwo jej zdjęć, zajmujących sporą powierzchnię ścian. Prawdopodobnie nastolatka świętowała niedawno Quinceañera. Na Kubie ukończenie przez dziewczynkę piętnastu lat oznacza wejście w dorosłość. Z tej okazji wydawane są huczne przyjęcia oraz wykonywane są sesje zdjęciowe. Przyznam, że zdjęcia wywołały we mnie kontrowersyjne odczucia, bynajmniej nie ze względu na ich wielkość. Pełny makijaż sprawił, że młoda Kubanka wyglądała na zdjęciach na dużo starszą.
Niestety propozycja 40 CUC za dobę okazała się dla nas zbyt wysoka, więc szukaliśmy dalej. Po 20 minutach jeden z właścicieli casy postanowił nam pomóc. Usiedliśmy, a on wykonał telefon do… kochanego Palito!
Po kwadransie Pan z telefonu zjawił się na tarasie, na którym wypoczywaliśmy i przyniósł nam ulotkę przedstawiającą zdjęcia mieszkania. Mówił bardzo dobrze po angielsku, co jest rzadkością wśród Kubańczyków. Zbiliśmy cenę do 30 CUC ze śniadaniem, choć pozostali goście płacili o 10 CUC więcej. Domek okazał się prześliczny, składał się z dwóch pięter i posiadał taras, który znajdował się na szczycie budynku. Właściciel zaznaczył, że jest to najwyższy punkt w mieście.

kubański krajobraz

Nasza casa wyróżniała się na tle “biednego” otoczenia domów o niskim standardzie z otworami okiennymi bez żaluzji. To tutaj rozdaliśmy większość cukierków. Przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w słodkości, widokówki oraz długopisy, którymi planowaliśmy obdarować rodziny “naszych” cas. Okazało się jednak, że osoby posiadające domy do wynajęcia żyją na wysokim standardzie (w porównaniu z innymi mieszkańcami), co dzień po przyjeździe potwierdziła młoda Kubanka, będąca właścicielką casy, w której nocowała Hania. To nie do pomyślenia jak bardzo dzieci potrafią się cieszyć ze zwyczajnych, niewyszukanych cukierków.
Właściciel naszej casy, Palito, przed założeniem działalności pracował jako barman, dlatego na przywitanie zaproponował nam drinka. Usiadł z nami na tarasie i pytał jak chcielibyśmy spędzić nasz czas w Trinidadzie. Polecił nam kilka miejsc. Dodatkowo wskazał nam mini barek z lodówką, w którym znajdowały się butelki rumu, piwa i woda. Powiedział, że możemy korzystać z wszystkiego, a przed odjazdem się rozliczymy. Dla nas, Polaków, z taką a nie inną mentalnością, to było nie do pomyślenia. Że niby skąd właściciel będzie wiedział, ile rumu odlaliśmy sobie z półtora litrowej butelki?

Urodziwe miasteczko

Zaoferował nam także możliwość zjedzenia u nich obiadu oraz kolacji w cenie (w zależności od dania) między 10 a 12 CUC. Z biegu zamówiliśmy homara.

homar banany ryż

Otwartość, szczerość i zainteresowania Palito sprawiła, że czuliśmy się wyjątkowo.
Obiadokolacja miała być gotowa na 17:30. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, dlatego odświeżyliśmy się i wybraliśmy się na godzinny spacer. Niebieskie niebo, wielobarwne budynki, wyłożone jasnym kamieniem dróżki oraz przechadzający się turyści tworzyli klimat, sprzyjający odpoczynkowi i nie śpieszeniu się.

kamienne dróżki w trinidadzie

Centrum Trinidadu stanowi Plaza Mayor, w okolicy którego zlokalizowana jest barokowa katedra, klasztor świętego Franciszka oraz słoneczno-miętowy budynek z wieżyczką, w którym mieści się Narodowe Muzeum Walki z Bandytami.

Plaza Mayor

Nasze serce skradło miejsca położone wokół Casa dela Musica, składające się z szerokich schodów. Kamienne budynki i wielobarwne kwiaty tworzą tam niesamowite wnętrze, a ludzie budują klimat miejsca.

casa dela musica

Wieczorami w restauracji odbywają się koncerty i trwają do 21. Prawie tradycją turystyczną stało się ”przenoszenie imprezy” do tzw Jaskini i imprezowanie do rana, o czym opowiem później.

Kubańskie przysmaki homar, malanga, Flan de leche

Zaczęło się ściemniać, wróciliśmy do casy i usiedliśmy na tarasie, na którym przesiadywali inni goście. Po chwili pojawił się Palito, który grzecznie “wyprosił” pozostałe osoby i nakrył do stołu. Obiadokolacja składała się z pięciu dań, co pozytywnie nas zaskoczyło. Wieczorny posiłek zaczynał się zupą, następnie podano nam sałatkę, potem danie główne, owoce i deser.
Pierwszego i drugiego dnia zaserwowano nam krem. Smakował pysznie, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie “ostatnia” zupa, którą Palito nazwał malangą. Była mocno warzywna, dobrze doprawiona, a wewnątrz pływała kolba ugotowanej kukurydzy. Homara jadłam pierwszy raz w życiu. W smaku przypominał krewetki, które uwielbiam. Słodki posiłek stanowiło Flan de leche, czyli mleczno-karmelowe kremo-ciasto. Mogliśmy zamówić dosłownie wszystko. Z dań głównych próbowaliśmy jeszcze rybę i sławną ropa vieję, czyli rozdrobnioną wołowinę z ryżem.

ryba z ryżem ogórkiem i pomidorem

Upał, rowery i plaża

Najbardziej zasmakował nam homar. Następnego dnia mieliśmy w planach udać się na plażę. Palito mówił, że bez problemu dotrzemy tam rowerami, które uprzednio wypożyczył od jednego z sąsiadów. Nie wiedzieliśmy, że czeka nas pokonanie dystansu, liczącego blisko 16 km w jedną stronę. Nikomu nie polecam jazdy rowerem w 40-stopniowym upale. Za plażę musieliśmy zapłacić 1 CUC od osoby. Tak jak wspominałam, odpoczywanie na ręczniku, nie leży w naszej naturze.

złocisty piasek na plaży nad morzem

Poleniuchowaliśmy 2-3 h i zaczęliśmy wracać. Droga powrotna była męką. Słońce “kaleczyło” nasze ciała i pozbawiało energii. Zrobiliśmy sobie przystanek na piwo w przydrożnym barze. Wypiliśmy je duszkiem. Chwilę potem kupiliśmy kolejne. Te poszło nam jeszcze szybciej. Ledwo dotarliśmy na miejsce (bynajmniej nie ze względu na ilość spożytego alkoholu). Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest wybranie się na Playę Ancón taksówką.
Cały następny dzień męczyliśmy się z oparzeniami słonecznymi.

Wieczorne imprezowanie

Jeden z wieczorów spędziliśmy z Hanią, którą poznaliśmy w Viñales. Nasza koleżanka zaprosiła nas do casy, w której mieszkała. Mieliśmy okazję poznać młodziutką, śliczną 22-letnią właścicielką. Przesympatyczna dziewczyna! Opowiadała m.in. o tym dlaczego kubańscy mężczyźni uwielbiają blondynki z jasną skórą. Porównała mnie do barbie. Rzeczywiście, odkąd przyjechaliśmy na Kubę nie było mężczyzny, który by mi się nie przyglądał. Początkowo drażniło mnie to bardzo, ale z upływem kolejnych dni nawet Marcin się przyzwyczaił.
Urocza dziewczyna pięknie mówiła po angielsku. Jej mąż jest dużo starszym Amerykaninem. Takie związki nie zdarzają się tutaj często. Mówiła o nim bez przerwy. Podkreślała, że dzięki niemu jest teraz “bogata”. Osoby, które wynajmują na Kubie mieszkania, należą do zamożniejszej części społeczeństwa. Opowiadała także o swojej podróży do Rosji. Oglądała zdjęcia z naszego ślubu i zachwycała się białą sukienką.
Po zjedzeniu przez Hanię kolacji poszliśmy do sklepu kupiliśmy rum, jednorazowe kubeczki (tak! udało nam się je dostać w kubańskim sklepie!) i colę. Usiedliśmy w okolicy jednego z placów, popijaliśmy drinki i rozmawialiśmy. W planach mieliśmy odwiedziny tzw Jaskini. Palito bardzo zachwalał nam ten klub. Czekaliśmy kwadrans w kolejce do wejścia. Cena za wstęp była wysoka i… Nie można było wejść z torbą ani plecakiem. To co zobaczyliśmy wewnątrz zmroziło moje “zakropione” wnętrze… Setki pijanych turystów i niczym nie różniąca się od tej granej na naszych imprezach, muzyka. Nie spędziliśmy tam nawet dziesięciu minut. Wiązałam ogromne nadzieje z tym klubem. Myślałam, że w końcu znaleźliśmy miejsce, w którym będę mogła delektować się widokiem tańczących miejscowych, tymczasem… Tak bardzo się zawiodłam. Widocznie Palito uznał, że taki klub będzie dla nas atrakcyjnym miejscem do zabawy.
Znacznie lepsze wrażenie zrobiła na mnie Casa dela Musica, choć żałuję, że tamtejsze koncerty rozpoczynają w okolicach godziny 18 i trwają jedynie do 21. Po odsunięciu stolików tworzy się niewielki parkiet, na którym miejscowi i odwiedzający tańczą.

casa dela musica

Z czterech miejscowości które odwiedziliśmy, to w Trinidadzie spotkaliśmy najwięcej turystów tzn może nie najwięcej, ale to tutaj byli najbardziej widoczni. Kamienne uliczki, wielobarwne, zadbane budynki i nasz “apartament” z przepięknym tarasem to nasze małe niebo.
Z Trinidadu do Varadero pojechaliśmy Viazulem. Po imprezowej nocy zapomnieliśmy oddać Palito kluczyk od mieszkania, a wyjazd mieliśmy zaplanowany na 6. Na szczęście zdążył nas dogonić.