dwa labradory w psim parku idą w stronę słońca

Psi park – miejsce, które tworzą ludzie

 

Psiaki, tak jak ludzie posiadają potrzeby fizjologiczne i psychiczne. Najlepszym miejscem (moim skromnym zdaniem) do zaspokojenia tych drugich jest psi park. Pełni rolę zwierzęcego placu zabaw. Dla nastolatków to miejsce wzajemnej adoracji. Teren przypomina salę treningową lub podwórko, na którym młodsze psy bawią się w ganianego, a starsze odbywają biegowe treningi. Te bardziej leniwe można porównać do znajomych spotykających się codziennie lub raz w tygodniu na piwku w barze.
Jednak pies sam się nie wyprowadzi. Właściciele odwiedzając psi park średnio raz w tygodniu oddziałują na siebie wzajemnie. Wkraczają w interakcję. Czy wybieg dla psów może wpływać na integrację społeczności lokalnej?

Dzisiaj troszkę mniej typowo – o psim parku i jego wpływie na integrację społeczności lokalnej. Byłoby miło, gdyby trafił do możliwie licznego grona osób – szczególnie do tych, które mają wpływ na kształtowanie tkanki miejskiej. Z perspektywy wielkich przedsięwzięć infrastrukturalnych, temat może wydawać się dosyć błahy. Jednak… Miasto tworzą ludzie, a dla mieszkańców warto tworzyć MIEJSCA, rozumiane jako nośniki więzi społecznych oraz ogniska tożsamości.

Jako posiadaczka psa, mieszkanka Opolastała bywalczyni wybiegu dla psów oraz sympatyczka socjologii miasta, chętnie podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami związanymi z istnieniem takich miejsc oraz ich rolą w mikro-przestrzeni miejskiej.

Antywartości współczesnego miasta – wspólnota, miejsce

Miejsce jest czymś więcej niż punktem na mapie, w autobusie, na trybunach, czy w kinie.
Jednym z moich ulubionych przykładów, służących wytłumaczeniu tego pojęcia jest Dotleniacz Joanny Rajkowskiej – projekt sprzyjający integracji, komunikacji i interakcji mieszkańców miasta Warszawy.

Od lipca do września 2007 roku instalację zaprezentowano na skwerze na placu Grzybowskim. Projekt zrealizowało Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Publiczną instalacją nazwano staw o powierzchni ok. 140 m2 i głębokości 1 m z towarzyszącą zielenią, i małą architekturą. Zbiornik wzbogacono w specjalne urządzenia ozonujące powietrze i wytwarzające mgłę nad taflą wody.

staw ozonujący powietrze

Źródło: http://www.rajkowska.com, https://puszka.waw.pl

Rajkowska pisze, że Plac Grzybowski „jest miejscem zawieszonym pomiędzy różnymi porządkami czasowymi, warstwami architektonicznymi, grupami społecznymi. (…) Droga do placu ulicą Próżną to przejście ścieżką z innego świata, innego czasu - jakby wciąż istniało tu getto. Wokół żyją tysiące ludzi w zunifikowanych i bezbarwnych blokach - kiedyś symbolach nowoczesnej, powojennej Warszawy. Wśród nich stanęła nowa symboliczna architektura - biurowce i centra finansowe kapitalistycznej stolicy; obok wzrastają luksusowe apartamentowce. Warstwy te nakładają się fizycznie na tę samą przestrzeń, ale nie łączą się ze sobą.”

Plac, który z założenia powinien stanowić miejsce spotkań, stał się przestrzenią niczyją. Mieszkańcy przechodzili obok siebie każdego dnia, ale nie komunikowali. Prócz luk i niewypełnionych miejsc nie znajdowali społecznie wspólnego obszaru, przez co tożsamość tego miejsca uległa parcelacji i rozbiciu. Cel artystki, którym było oczyszczenie atmosfery, stworzenie miejsca wspólnego oraz integracja lokalnej społeczności, został osiągnięty.

Plac odwiedzali ludzie z całego miasta. Dzięki projektowi ludzie starsi, wcześniej strąceni do przestrzeni prywatnej swoich domów bądź do wnętrza kościoła, odzyskali prawo do obecności. Przestrzeń stała się przyjazna również dla innych grup mieszkańców: młodych ludzi, rodziców z dziećmi, czy wielu innych.

Mimo sprzeciwu mieszkańców, po kilku miesiącach zdemontowano tymczasową instalację. Obietnice władz miasta Warszawy dotyczące powrotu stawu po minimum roku nie zostały spełnione. W wyniku przeprowadzonego w 2009 roku konkursu na modernizację Placu Grzybowskiego zaproponowano zupełnie odmienny projekt z „założeniami wodnymi”.

Źródło: http://www.apartamentycosmopolitan.pl

Kłosowski zastanawia się, dlaczego projekt Dotleniacz Joanny Rajkowskiej był „wspólnototwórczy”, natomiast obecne zagospodarowanie nie służy wspólnocie.

Wyróżnia cztery wspólne elementy dla obu projektów:
– miejsce,
– widoki,
– wodę,
– miejsca do siedzenia.

Znajduje jednak poważną różnicę, jaką jest „kameralne przeżywanie”. Istotą sukcesu nie nazywa kontaktu z tłumem, przeżywającym podobnie, ale indywidualną i osobistą reakcję z tym samym dziełem. Mówi:

„To było ciepło poczucia, że ja tu przyszedłem w ciszy posiedzieć i pooddychać ozonem i inni nie ładują mi się w moje przeżycia, a ja nie ładuję się innym. Ale widzimy, że siedzimy obok siebie i przeżywamy podobnie, więc za chwilkę, jeśli zechcemy – zaczynamy rozmawiać we dwoje przyciszonymi głosami.” [1]

Projekt zawierał ludzką skalę i prowokował do interakcji. Mimo modernizacji i odnowienia Placu Grzybowskiego przestrzeni nie nadano jasno określonej funkcji oraz nie odtworzono miejsca sprzyjającego „kameralnemu przeżywaniu” oraz wspólnocie.

Nasz pierwszy raz. Nasze doświadczenie

Przed decyzją o przyjęciu Pastela pod nasz dach nie miałam pojęcia, czym jest psi park. Podczas obserwacji zachowań mieszkańców na terenach zieleni urządzonej w Opolu i Katowicach, będących przedmiotem moich prac dyplomowych, spotykałam mnóstwo spacerowiczów z psami. Przy projektowaniu przestrzeni pamiętałam o koszach na psie odchody, ale o ogrodzonym miejscu dla zwierzaków?!

Obecnie Opole posiada jeden wybieg (ul. Łąkowa, Zaodrze) i psi park na Osiedlu Armii Krajowej. Nasze mieszkanie jest oddalone od tego drugiego o około 3 km. Z naszym pupilem zaczęliśmy odwiedzać te miejsce zaraz po okresie kwarantanny.
Troszkę się obawialiśmy, szczególnie że nigdy wcześniej nie mieliśmy doświadczenia z psim towarzystwem. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie! Nie mieliśmy pojęcia, czy Pastel polubi się z innymi psiakami. Odwiedzający poradzili nam spuszczenie go ze smyczy.
Malec niemal od razu zaaklimatyzował się w nowym miejscu – zainteresował innymi psiakami, zaczepiał i bawił w podgryzanie. Zabawa z kolegami i koleżankami świetnie rozładowywała jego energię i zaspokajała szczenięcą potrzebę podgryzania. Od tego czasu staliśmy się stałymi bywalcami psiego parku zabaw.

zabawa psów

Zagospodarowanie terenu

Powierzchnia parku wynosi około 20 arów. Przestrzeń cechuje ludzka skala, dzięki czemu możemy mieć naszego pupila w zasięgu wzroku, kontrolować jego zachowanie oraz załatwianie potrzeb.

Miejsce jest wyposażone w akcesoria w formie pochylni, kłód tyczek do slalomu, tuneli służących do oswajania psiaka z wchodzeniem w nietypowe miejsca czy ćwiczenia równowagi. Trzeba jednak przyznać, że jedynie raz czy dwa razy widziałam właściciela szkolącego swojego psa w oparciu o istniejący sprzęt. W praktyce tunele służą do psiej gonitwy, a kłody pełnią rolę kryjówki.

Teren jest wyrównany i zadbany. Nigdy nie zdarzyło mi wdepnąć w psią kupę. Zlokalizowano tutaj także sporo ławek oraz mini wiatę chroniącą właścicieli przed opadami oraz wodopoje.

Psi park jako miejsce integracji społecznej

Do psiego parku zjeżdżają się mieszkańcy całego miasta. Nie raz zdarzyło nam się porozmawiać również z osobami z okolicznych miejscowości.
Do parku schodzą się całe grupy osób. Jedne spotykają się o godzinie 16, inne (w tym nasza!) w okolicach godziny 18. Wybierając się do tzw „psiego” wiemy, że spotkamy tam tzw „naszych” (nasze psy i naszych właścicieli).

Więc… Taaaaaaaaaadam! Przedstawiam Wam:

- Watsona - beagla, smakosza smaczków, który porusza się z niezwykłą finezją i lekkością. Gdyby pocałował żabę, zmieniłby się nie w księcia, ale w biznesmena, który całymi dniami siedziałby w barze, popijając whiskey i paląc cygaro;
- Dżinna (Gosiu, nie jestem pewna pisowni! W razie czego popraw!) - biszkoptowego labradora, przybierającego pozę leniwego policjanta. Bo ma się bawić, a się nie bawi. Kanapowiec lub butelkowiec. Jedną z jego ulubionych aktywności jest przeciąganie się z kolegami zgniecioną butelką;
- Brego - nowofunlanda, dla którego komendy "siad" i "leżeć" znaczą mniej więcej tyle co dla mężczyzny "M jak miłość". Ślini się na widok wszystkiego i wszystkich;
- Pioruna - pełnego energii psiaka, którego imię w pełni oddaje osobowość. Obskacze każdego właściciela;
- Bulbo, dla którego cały świat zamknięty jest w małej piłeczce. Aport to jego drugie imię;
- Franco - czekoladowego labrador, który po powrotach od mamy właściciela waży o parę kilo więcej, pokorny i posłuszny jak na retrievera nie przystało;

Prócz tego regularnie spotykamy Cezara, Laurentego, Korę… Zaznaczam, że stałe grono bywalców, co jakiś czas się powiększa. W pakiecie dostajemy minimum jednego psa i właściciela.

Przewrażliwieni  właściciele

Każdy wróg w postaci właścicieli zbyt mocno martwiących się o swoje pociechy jest eliminowany. Siła grupy z godziny 18 zwycięża! Więcej ów przewrażliwiony człek się nie pojawi. Zostanie zjedzony.

Sama nie raz w myślach pytałam siebie: Człowieku, wchodzisz do psiego parku i masz pretensje, że psy się ze sobą bawią, podgryzając wzajemnie!
I tłumaczysz takiemu, że to taka zabawa, że widać że oba są przeszczęśliwe, i w najlepszym wypadku nie Ty, lecz pies usłyszy: Chodź, chodź, idziemy. Pieski są niegrzeczne.
Gorszą grupę stanowią krzykacze,w której to Ty jesteś winny.
– Niech Pani zabierze tego psa! On skacze na mojego!
Aaaaaa! To p-o  c-o  w-c-h-o-d-z-i-s-z?

W naszej grupie jeżeli dojdzie do sytuacji konfliktowej tj walki psów, to nikt nie ma do nikogo pretensji, a wręcz przeciwnie można zaobserwować wzajemną troskę. Tworzymy wspólnotę. I bynajmniej nie chodzi wyłącznie o wymianę psiarskich doświadczeń. Oczywiście to nie zwalnia nas z pilnowania swoich pupili i odpowiedniego reagowania.

Gdy nie było nas w psim parku nieco dłużej, zapytaliśmy właścicielkę Watsona, gdzie podziewa się Dżinn. Razem z Panem od Bulbo opowiedzieli nam o wyjeździe Gosi do Krakowa. Przyczyny nieobecności stałych bywalców są znane, co znaczy że właściciele chcą dzielić się z innymi swoim życiem prywatnym. I to nie tak, że cała grupa z godziny 18 znała się wcześniej.

Wiele osób – od nastolatków po osoby starsze – nawiązała fajny kontakt, którego wspólną płaszczyzną porozumienia łączącą pokolenia są psy. 

Korzyści społeczne lokalizowania w miastach psich parków

Obecność na terenie wybiegu jest również atrakcyjną formą spędzania wolnego czasu. Psi park daje możliwość obserwowania zachowań i zabaw psów różnych ras oraz ich zabaw, co sprawia, że na niejednej twarzy pojawia się uśmiech. Można pokusić się o stwierdzenie, że wybiegi – z psami w pakiecie – działają antystresowo i poprawiają zdrowie psychiczne.

psi park z widokiem na górkę śmierci

Widok na Górkę Śmierci i mieszkańców spacerujących alejkami wokół sprzyja relaksacji. Jedynym mankamentem jest brak starych drzew i innych osłon chroniących odwiedzających przed słońcem i wiatrem. Na wzrost tych nowo posadzonych trzeba będzie poczekać jeszcze trooooochę poczekać.

Psie parki mogą zwalczać problem wycofywania się osób starszych z życia społecznego. Ze względu na wiek oraz doskwierające dolegliwości seniorzy często nie potrafią sprostać wymaganiom psa. Wybiegi umożliwiają im zaspokojenie potrzeb ruchu oraz kontaktów społecznych psa bez konieczności wychodzenia na długie na spacery.

Psi park na Osiedlu Armii Krajowej to MIEJSCE i przestrzeń publiczna, która ułatwia zawieranie nowych znajomości oraz pogłębia istniejące. Wybieg stał się dobrem wspólnym, co przyczynia się do troski o otaczającą przestrzeń.

Oby takich miejsc w Opolu i innych miastach przybywało!

Źródła:

[1] W. Kłosowski, Ponad różnicami w: My i oni. Przestrzenie wspólne i projektowanie dla wspólnoty (red. B. Świątkowska), Warszawa 2014, s. 77, 78